Refleksje

Skoro jest już dobrze, to dlaczego dobrze nie jest?

Lipiec 2017. Z Pawłem nie mamy czasu / siły / ochoty na cokolwiek więcej poza obowiązkami – praca, dzieci. Jesteśmy rozdrażnieni, co kilka dni spinamy się o całkowicie nieistotne rzeczy. Pierwsza diagnoza: poważny kryzys w związku… Co pewien czas wracamy do tej samej rozmowy, co jest nie tak: Paweł za dużo pracuje? Przerasta nas opieka nad dwójką dzieci? A może to ja za dużo od Pawła oczekuję? Planujemy “bardziej się postarać”, wygospodarowujemy wieczór dla siebie – wino, świece. Dwa dni jest dobrze, trzeciego znów to samo. Bo pranie nie jest powieszone, bo dzieci marudzą. I znów jakiś niewyjaśnionego pochodzenia dąs. I tak wkoło.

Aż oboje doznajemy olśnienia: Nie mamy czasu dla siebie! Nie że dla siebie nawzajem, ale dla samych siebie. Nawet takich “pięciu minut”.

Problem zaczął się mniej więcej w grudniu 2016, gdy u Sonii zdiagnozowano poważną chorobę, co nałożyło się na piąty miesiąc ciąży. Nie było czasu na zastanawianie się, do której knajpy wieczorem wyskoczyć lub dokąd lecimy na kolejne wakacje. Nie było nawet siły na zastanawianie się, czy ja się dobrze odżywiam, czy jestem wypoczęta (czuwając nocami w szpitalu), żeby Zojce krzywdy nie wyrządzić. Nasze życie przez kilka miesięcy miało rytm: szpital – dom – szpital. W kwietniu po potwierdzeniu, że Sońki szpik jest całkowicie czysty i tym samym jest zdrowa, zostało odstawione leczenie. Odetchnęliśmy z ulgą. Przypadło to na ostatnie dwa tygodnie ciąży, które już dość ciężko znoszę – obolała, marudna z tak wielkim brzuchem, że spać już wygodnie nie mogę. 4.05.2017 przychodzi na świat Zoja. Tym samym mamy Sońkę, która bądź co bądź wymaga większego zainteresowania z naszej strony (po pierwsze – leczenie swoje piętno odcisnęło na jej psychice, po drugie – przez nowego członka rodziny, mogłaby poczuć się odrzucona przez nas) i noworodka Zoję. I znów nie mamy kompletnie czasu dla samych siebie. Oboje stajemy się przemęczeni, niewyspani, marudni, niecierpliwi…

Choroba Sońki pokazała nam, że możemy na siebie liczyć. W ciężkich chwilach byliśmy dla siebie wsparciem, razem przez to przeszliśmy. Poród z Pawłem przy boku również pokazał, że mogę na Pawła liczyć. Pomimo jego charakteru wiecznego zgrywusa, czułam, że dzięki niemu jest mi lżej. Bardzo nam na sobie zależy, tak samo bardzo kochamy dziewczynki. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy całkowicie odrębnymi jednostkami. Nie – dwiema połówkami jabłka, bo idealne pary nie istnieją. Mamy swoje ludzkie potrzeby, a jedną z nich jest całkowity odpoczynek od domowej rutyny. Uświadomiłam to sobie, gdy ostatnio kilka razy pod rząd (łuuuhuuu) wyszłam na squsha, a w zasadzie na “walenie w ścianę”, żeby się wyżyć (pozdro Natalia! ;-) ) Bardzo potrzebowałam tej chwili dla siebie – gdy nie słyszę niemowlęcego płaczu, czy krzyków o czerwoną słomkę. Zwyczajnie, po ludzku potrzebowałam przewietrzyć myśli, wyłączając się na potrzeby rodziny. Wróciłam do domu szczęśliwa, rozluźniona i z ochotą na zabawę z Sońką (pomimo niezłych zakwasów :-) ). Podobnie ma Paweł – kiedyś regularnie biegał dłuższe dystanse, żeby mieć czas uporządkować myśli, taki czas wyłącznie dla siebie. Teraz nie ma chwili, żeby na to sobie pozwolić (no bo jak zostawić żonę z dziećmi po całym dniu samotnego siedzenia w domu na kolejnych kilka godzin?).

Ostatnio pytałam znajomą, co jest kluczem jej pięknego, młodego wyglądu i tego szczęścia z daleka bijącego, mimo, że 18-stkę świętowała już trochę temu (Aniu – pozdrawiam!). Odpowiedź wydaje się być szalenie prosta: Staram się być dla Siebie dobra i myśleć o Sobie dobrze. A skoro dla nas “byś dla Siebie dobrym” znaczy m.in. spędzić chwilę z daleka od domu, to dlaczego nie możemy sobie pozwolić na np. wyjście ze znajomymi, czy maraton w samotności?

Bądź co bądź – ustaliliśmy, że zaczniemy bardziej dbać o własny komfort psychiczny, częściej pozwalając sobie nawzajem na solowe wyjścia. Tym samym (mam nadzieję) szybko okazało się, że to, co naszemu związkowi doskwiera, to nie poważny kryzys prowadzący do rozwodu, a zwykła potrzeba skupienia się na własnych potrzebach, które w natłoku wydarzeń ostatnich miesięcy, całkowicie zepchnęliśmy na marginalny plan.

Lubisz nas czytać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Dzięki za ten tekst! Dobrze, że napisałaś o Waszej “prywacie” (tak, jak określiłaś to na fb). Zdefiniowałaś dokładnie mój/nasz problem, którego ja nie mogłam ubrać w słowa od dłuższego czasu. Naprzemienna praca z łączeniem opieki nad dziećmi już dawno wysysa z nas energię, także podsyłam link mojemu mężowi. I chyba musimy wyciągnąć z tego wnioski..

    1. Cieszę się, że być może pomogłam. Mam wrażenie, że nie na miejscu jest rozmawianie o swoich problemach w związku ze znajomymi, rodziną. W towarzystwie pokazujemy, że jesteśmy szczęśliwą parą, uwieczniamy to słodkimi zdjęciami na fb. Wracamy do domu i jest… nijak. Bez sił, bez chęci, bez emocji. Wpadamy w rytm obowiązków i zapominamy o własnych potrzebach. Rutyna. Problemy kiełkują, kłótnie narastają. Bańka pęka, już nam na sobie nie zależy, jedyne słuszne wyjście – rozwód. A można było kilka miesięcy czy kilka lat wcześniej spróbować właśnie nazwać problem, być może pięćset czterdziesty ósmy raz rozmawiając ze sobą, szukając przyczyny. Aż do skutku.

      Oby i u nas i u Was przyczyna faktycznie była śmiesznie banalna, a samotne wyjście było całkowitym rozwiązaniem problemu, a nie poruszeniem góry lodowej ;-)

  2. Zadbajcie, koniecznie. Spotkało Was wiele, wiele udźwignęliście na swoich barkach. Nie możecie jednak zapomnieć o sobie i o sobie nawzajem. Nie ma nic gorszego dla związku. Trzeba dbać o siebie równomiernie, inaczej to klęknie.

    1. Dzięki za dobre słowo. Utwierdza mnie, że nie jesteśmy egoistami uciekającymi od obowiązków domowych, ale zwyczajnie – ludźmi mającymi potrzeby wychodzące poza zmianę pieluchy.