Do poczytania Refleksje

Czy boisz się marzyć?

Od momentu zapowiedzi, nie mogłem się do czekać relacji na żywo z ostatniej prezentacji SpaceX. Nie było tajemnicą, że firma chce ujawnić plan skolonizowania Marsa. Byłem tylko ciekawy, na ile konkretne są to plany i jaki mają horyzont czasowy. Obie kwestie pozytywnie mnie zaskoczyły. Prywatna firma chce za 6 lat rozpocząć loty na Marsa, ma pomysł na realizację tego planu oraz zapewnioną większość finansowania. Za 6 lat! Nawet uwzględniając 100% obsuwy w planowaniu Elona Muska, zanim Sońka będzie pełnoletnia, ktoś postawi stopę na czerwonej planecie.

Pamiętacie zdjęcia albo kadry z filmów, na których ludzie z otwartmi ustami oglądali relację z lądowania na księżycu? Gdybym miał wskazać moment z przeszłości, w którym chciałbym uczestniczyć, pewnie byłoby to właśnie lato roku 1969.

Kilka dni temu poznaliśmy szczegóły kolejnego dużego programu kosmicznego, którego celem nie jest udowodnienie przewagi nad drugim mocarstwem czy zaspokojenie ambicji. Ten program ma w założeniach autora sprawić, że ludzie staną się istotami międzyplanetarnymi, kolonizując inną planetę. Do szczegółów łatwo się dokopać – zainteresowanym polecam nagranie z prezentacji.

Mnie, jako kogoś kto śledzi od wielu lat poczynania Elona Muska i historię SpaceX czy Telsi, bardziej ciekawi proces powstawania tych projektów. Polecam oczywiście biografię Muska, choć – jak przystało na tego typu publikację – została zredagowana w iście amerykańskim stylu. Sporą część trzeba potraktować z przymrużeniem oka. Nie zmienia to faktu, że SpaceX założył człowiek, który od dziecka fascynował się tematem podróży kosmicznych i odważył się zaryzykować całym swoim majątkiem, aby podjąć walkę w braży, która była już w zasadzie poustawiana. NASA czy ESA z wielokrotnie większymi budżetami, muszą nagle zmierzyć się z graczem, którego celem jest komercjalizacja podróży kosmicznych i obniżenie ich kosztu do poziomu, który pozwoli – w dłuższej perspektywie – założyć kolonię na innej planecie.

Oczywiście do realizacji tych planów daleko, ale nawet uwzględniając nie do końca jasne sposoby dofinansowywania własnych projektów przez Muska, nie można mu odmówić skuteczności w przekuwaniu marzeń w produkty, a następnie doprowadzaniu do ich etapu zyskowności.

Zastanawiam się ostatnio, czy takie projekty miałyby szansę powstać w Polsce. Mam szczęście prowadzić projekt, który współwymyśliłem. Przez okres przygotowań i wiele miesięcy od startu, prawie nikt nie wróżył nam sukcesu. Kilka dni temu udało nam się zamknąć rok od startu, z rekordowymi wynikami, zgodnymi z biznesplanem. Nadal walczymy i musimy bardzo pilnować trakcji, ale szalone marzenie udaje nam się powoli przekuwać w zarabiający biznes.

Znam wiele podobnych projektów, rodem z Polski. Nie jest to jednak nawet promil promila potencjału firm Muska. I oczywiście można mówić o innych uwarunkowaniach ekonomcznych, potencjale rynku, konsekwencji dziesięcioleci PRLu i setkach innych przyczyn. Mam jednak wrażenie, że jest Polakach ogromny opór przed realizacją wielkich marzeń. A najczęściej opór dotyczy nawet posiadania marzeń. Odkąd pamiętam, prowadzę notes z pomysłami na firmy, projekty czy produkty. Niektóre wydają się być czymś, co mogłoby odnieść wielki sukces, wiele zostało w międzyczasie przez kogoś zrealizowanych (z sukcesem lub wręcz przeciwnie), na znakomitą większość zwyczajnie nie mam czasu. Kilka z nich jest niewiele mniej odjechanych od Tesli czy Dragona. Raz na jakiś czas przeglądam ten notes, dodaję notatki, uzupełniam. Pomimo świadomości braku środków i czasu, nie chcę odpuszczać. Nie chcę przestać marzyć. Bo czasem ma się szczęście, ale w przypadku większości ludzi, sukcesem kończy się jeden projekt na sto rozpoczętych. Tylko jak można liczyć na sukces, skoro marzenia są zbyt słabe, żeby zaliczyć 99 porażek?


Foto: NASA

Lubisz nas czytać?

Dodaj komentarz

Adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone *