Jak zepsuć najlepsze wakacje? Zabrać dziecko!

Stronę główną Gazeta.pl zdobi dzisiaj wielka zajawka “artykułu” Pani Olgi Wróbel: Wakacje z dzieckiem – zapomnij o ciepłych krajach (chyba, że chcesz się pomęczyć za dużo pieniędzy). Temat dnia (a może weekendu) portalu odwiedzanego przez 11 milionów Polaków. Czyżby ważny i poważny? Jednak nie. Po przebrnięciu przez te wypociny, zrobiło mi się żal. Córki autorki.

Mamy specyficzny sposób życia i bycia – sporo jeździmy, od pierwszych tygodni życia pokazujemy Sońce świat. Lubimy patrzeć, jak z radością zjada lokalne potrawy, cieszy się poznając ludzi, rży na widok każdego napotkanego na ulicy psa. Namawiamy innych rodziców do aktywnego rodzicielstwa, ale rozumiemy, że nie każdemu taki styl odpowiada. To normalne. Nie mam problemu z tym, że Pani Olga preferuje wieś oddaloną 40 kilometrów od miejsca zamieszkania – często jeździmy na drugi koniec świata zapominając o atrakcjach w okolicy. Mam problem z argumentacją autorki. Najciekawsze:

„Kiedyś sprawa była prosta: byłam ja i siostra, ja i chłopak (ten albo inny), ja i mąż, a w interwałach po prostu JA – wspaniała i samowystarczalna.”

Już pierwsze zdanie sugeruje, że dziecko autorce po prostu skomplikowało życie.

„Nie muszę też dodawać, że dla Grety nie istniało pojęcie „Śpimy dłużej, mamy urlop”. Siódma rano, dzień dobry, co dziś porobimy z dala od twojego ukochanego morza, mamo?”

A jednak… Jak to możliwe, że dziecko nie śpi dłużej podczas urlopu? Nie do przewidzenia!

„A kiedy wieczorem udawało nam się utulić ją do snu w turystycznym kojcu osłoniętym moskitierą z prześcieradła (w tanim hotelu siatki w oknach były dziurawe) cóż nam pozostawało? Przecież nie wycieczka do baru na drinki all inclusive, nie nocny spacer po plaży, nie wypad na lokalne disco, ani dziki seks z dziecięcym łóżeczkiem u wezgłowia.”

Pani Olga nie miała pewnie logiki na studiach, więc trudno wymagać od niej, aby przed decyzją o wyjeździe była w stanie przewidzieć powyższe. Spadło na nią (to dziecko, które spało zamiast iść do baru) niczym grom z jasnego nieba.

Tekst to gniot, autorka prostaczka. Tylko dziecka żal. Internet nie zapomina, pewnie kiedyś córka przeczyta. Komentarze (dziwnie trafne) też.

Podobał Ci się ten wpis? Polub, skomentuj, udostępnij - pokaż, że to co robimy, ma sens nie tylko dla nas ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Najlepsze wakacje w Zakopanym (naszym ulubionym miejscu) przeżyliśmy dopiero jak pojechaliśmy z dwuletnim synkiem. Bez spiny, że trzeba zdobywać kolejne szczyty, cieszyliśmy się każdym spacerem, wyjściem w góry, na basen, czy nawet na salę zabaw, jak była brzydka pogoda. Mały fantastycznie sobie radził, przeszedł większą część Doliny Ku Dziurze i zszedł ze mną do jaskini, a jak nogi go zawiodły lądował na barana. Człowiek często zapomina, że z dzieckiem też można się zrelaksować, z tym że nie bezie to leżenie plackiem na plaży.

    1. Otóż to! Wakacje z dzieckiem wymagają innej organizacji, nie wyklucza to jednak komfortu i czerpania przyjemności z wyjazdu przez wszystkich :-)