Okiem rodzica

Recepta dla dziecka

Sonia za mało zaczęła przybierać na wadze, mało ochoczo w ogóle cokolwiek jadła, więc zaczęliśmy podawać jej Apetizer. Następnego dnia jadła już całkiem ładnie, ale zaczęła dziwnie kasłać. Na szczęście kupiłam ostatnio lizaki Natur-sept, więc było jak znalazł! A skoro już coś ją zaczęło brać, to profilaktycznie podaliśmy małej Ceruvit w żelkach. Tak jej zasmakowały, że zjadła pół paczki na raz! Oszczędzać na dziecku nie będziemy, na zdrowie jej wyjdzie. Z dnia na dzień apetyt wrócił, jednak ze zdwojoną siłą. Cieszyliśmy się do czasu, gdy przybrała za dużo. Z pomocą przyszły Limitki! Genialny wynalazek, bo następnego dnia już jadła normalnie. Niestety zaczęła gorzej noce przesypiać. Podaliśmy Tulleo i wreszcie całą ostatnią noc przespała. Ale obudziła się z jakąś wysypką, jakby blada… Może przez te marchewki, co kupiłam na rynku? Pewnie były z giełdy sprowadzane, a nie “prosto od rolnika”, jak sprzedawca zapewniał…

Kto nas zna, ten wie, że cały powyższy tekst to ściema. A kto nas nie zna – wierzę, że się tego domyślił ;-)

Do rzeczy.
Zatrważająca jest ilość reklamowanych suplementów diety dla dzieci. Jeszcze bardziej okrutny jest fakt, że rodzice, często za namową lekarzy, podają te cuda swoim dzieciom i to w niemałych ilościach!

Większość suplementów diety dla dziecka to cukry wszelakiego rodzaju, substancje wzbogacające smak i konserwujące… Na Boga! To właśnie serwuje się dzieciom na jakiekolwiek dolegliwości! A domowych sposobów na wszelakie dolegliwości jest tysiące! Aby pobudzić apetyt, należy w pierwszej kolejności przyjrzeć się swojemu (i dziecka) menu – czy posiłki są o stałych porach? Czy są urozmaicone? Czy są zdrowe? Coś na przeziębienie? – domowy syrop z cebuli czy czosnku, rozgrzewający dodatek imbiru czy soku malinowego do herbaty. Tabletki na sen dla dziecka?! O trwogo! Wyciszyć maleństwo – przytulić, opowiedzieć bajkę, zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa… Jeśli nie macie babć, które takich sposobów pamiętają na pęczki, macie internet! Naprawdę można znaleźć mnóstwo przepisów na wiele bolączek.

A! Pamiętajcie też o przesiewaniu zaleceń lekarza (a nawet zmiany pediatry)! Lekarze nierzadko dostają od koncernów farmaceutycznych profity, którymi nie mają obowiązku się chwalić – w zamian za to chętniej zapisują konkretne specyfiki także dzieciom. A jeśli z szuflady wyjmie lecznicze żelki – no cóż, mówi to samo za siebie. Z ciekawostek – w 2011 został opublikowany pierwszy i niestety ostatni rejestr korzyści przyjmowanych przez lekarzy od koncernów farmaceutycznych. Rzecz jasna – był dym. Wtedy też Ministerstwo Zdrowia zadecydowało o zniesieniu tegoż rejestru. Komentarz wydaje się już być zbędny.

Koniec końców, patrzcie Drodzy Rodzice na to, co dajecie swoim pociechom – na ich skład i na sens podawania, bo wiele problemów można rozwiązać naturalnie.

Lubisz nas czytać?