To, co kocham w podróżowaniu…

Ostatnio, przez natłok różnych spraw i sprawunków, podupadliśmy podróżniczo, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przez ten czas doceniłam to, co tak naprawdę kręci mnie w podróżowaniu.

Rzecz jasna – podróżujemy, by poznawać, odkrywać, podziwiać, zwiedzać, focić, cieszyć się chwilą. Jednak jest coś jeszcze, czego dotychczas jakby nie doceniałam w podróżowaniu…

Obalanie mitów i przełamywanie barier w kontaktach międzyludzkich.

Moskwa
Moje skojarzenia z “Ruskimi”, jak i pewnie wielu Polaków, nie były zbyt pochlebne dla tego narodu. Chyba jedyny argument, który przekonał mnie do wybrania się w tamte strony, to fakt, że tato Pawła jest tam na stałe i nadal żyje ;-)

Do Moskwy wybraliśmy się na sylwestra, zaś na samo witanie Nowego Roku – przed Plac Czerwony. Dzikie tłumy były wszędzie i ani jednej zamieszki! Służby porządkowe widoczne na każdym rogu. Wydawać by się mogło, że gdyby nie mundurowi, byłaby Sodoma i Gomora. Nic bardziej mylnego. Każdego wieczora, późną porą, poruszaliśmy się po mieście pieszo bądź metrem i nic niepokojącego w zachowaniu Rosjan nie miało miejsca. Ba! Bywały sytuacje życzliwości, których w Polsce nieczęsto doświadczyć można. Wyjeżdżając z Moskwy, doszłam do wniosku, że było tam bezpieczniej niż w Polsce.

Relację z całego wyjazdu znajdziecie TUTAJ.

Albania
“Nie jedźcie tam, bo wytną wam nerki!” Muszę przyznać, że jeżdżąc po Albanii, po pustych drogach, każdy samochód z przyciemnionymi szybami, powodował szybsze bicie serca. Scenografia w postaci niedokończonych, spustoszałych domów nie dodawała odwagi. Zdecydowanie za dużo się naczytałam i nasłuchałam od tych, którzy pewnie nawet nie wiedzą, gdzie leży Albania.

Faktycznie, gdy wjechaliśmy do pierwszego albańskiego miasteczka, po przekroczeniu granicy, gdy zatrzymaliśmy się na szybkie śniadaniowe zakupy, wiele oczu wpatrzonych było w nas, o ile nie wszystkie napotkane po drodze. Możliwe, że tamtą mieścinkę po prostu nieczęsto odwiedzają turyści. Da’c’ol.

Oczywiście były chwile konsternacji, gdy gospodarz naszego lokum upierał się, że po nas wyjedzie do centrum, zamiast po prostu podać nam adres. W umówionym miejscu spotkaliśmy gościa, który następnie prowadził nas, jadąc przed naszym samochodem… rowerem. Kolejna dziwna sytuacja miała miejsce już u niego w domu. Pierwotnie nocować mieliśmy jedną noc, jednak przy nim rozważaliśmy drugi nocleg (co gościa niezmiernie ukontentowało). Następnego jednak dnia, gdy zmieniliśmy zdanie i nocować już nie chcieliśmy, gospodarz wraz z rodziną odczuwalnie zmienili swe nastawienie do nas. Jednakże nerek nam nie wycięli. Z drugiej strony taki nocleg z wyżywieniem czterech turystów, to równowartość jego półrocznej pensji, więc nie ma powodów do zdziwienia odnośnie jego nastawienia do nas…

Być może grasują tam szajki mafiozów, jednak spotkanie z nimi nie było nam dane.

Fotorelację z podróży po Bałkanach i tym samym z Albanii znajdziecie TUTAJ.

Kuba
“Nie boicie się tam jechać? Toż to dziki kraj!” Tak, Kuba jest szalenie egzotycznym i swoiście “dzikim” krajem, jednak ostatnie, co bym mogła powiedzieć o Kubańczykach, to uznać ich za niebezpiecznych. Kubańczykom poświęciłam osobny wpis, klikaj TUTAJ.

W kilku słowach…

Jeśli sami czegoś nie przeżyjecie, nie doświadczycie, to nie dowiecie się, jak jest naprawdę. Można oglądać piękne fotogalerie, podziwiać genialnie zmontowane filmy i ponętne opalone ciała “aktorów”… Jednak, aby móc wyrobić sobie pewne zdanie na temat ludzi, ich kultury, zachowania, po prostu trzeba ich poznać. I to jest właśnie piękne w podróżowaniu :-)

Podobał Ci się ten wpis? Polub, skomentuj, udostępnij - pokaż, że to co robimy, ma sens nie tylko dla nas ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Hehe, to tak jak z naszą pierwszą wyprawą samochodem do Bułgarii przez Rumunię. Naczytaliśmy się że często zatrzymują samochody na obcych rejestracjach po to żeby okraść albo ukraść samochód, że po wsiach chodzą ludzie z kosami, siekierami i tylko czekają kogo by tu stuknąć, ewentualnie bandyci, którzy strzelają gdzie popadnie :D Owszem, jadąc przez niektóre ciemne miejscowości wcale nie było przyjemnie, jednak nocą na ulicach było pusto, a jak się zgubiliśmy w wąwozie, to młodzi ludzie potrafili nam pomóc i wcale nie chcieli nam auta zabrać.
    Także do tego co piszą ludzie w internecie trzeba mieć odrobinę dystansu i przekonać się samemu jak jest w rzeczywistości.

    1. Dokładnie tak, jak piszesz – dystans do ludzi i internetów ;-) Ktoś coś gdzieś usłyszy, ktoś dalej poda, kolorując historię, aż na koniec powstaje mrożąca krew w żyłach historia “na faktach”…

  2. Byłbym ostrożny w takim opiniowaniu… to, że Was (dzięki Bogu) nic nie spotkało to nie znaczy, że takie rzeczy nie mają miejsca.

    1. Jasne, że takie sytuacje mogą mieć miejsce i nie twierdzę, że wszędzie jest bezpiecznie. Chodzi mi jednak o to, że wiele osób boi się podróżować, bo wierzy w wyssane z palca opowiadania, które nie mają żadnego poparcia w faktach i nie były podawane w żadnych wiadomościach. Zdecydowanie rzadziej znajduję informacje o tym, że w “dzikich” krajach turyści zostali porwani / zamordowani, w porównaniu z brutalnymi sytuacjami – pobiciami, kradzieżami, morderstwami, które mają miejsce niestety w Polsce.