Refleksje

“Zamień chemię na jedzenie”

Sporo za mną podejść do diet oczyszczających, odchudzających. Czasem trwały dwa tygodnie, czasem dwie godziny – do pierwszego zakazanego cukierka ;-) Czasem zrzuciłam dwa kilogramy, nadrabiając je prędzej czy później. Tym razem jednak postanowiłam zmienić nawyki żywieniowe. Jasne, że nie dam rady z dnia na dzień całkowicie wykluczyć ze swojej diety niezdrowe przekąski, jednak małymi kroczkami planuję zrewolucjonizować swoje (i Pawła ;-) ) menu.

zamien-chemie-na-jedzenie-b-iext22954583

“Zamień chemię na jedzenie” to książka, którą poleciło mi kilka osób na dobry początek. Pomimo, że w moim odczuciu czasem autorka fakty delikatnie podrasowała, przekaz lektury jest jak najbardziej wiarygodny. Pokrótce streszczając – autorka wraz z dziećmi miewała odwieczne problemy ze zdrowiem i samopoczuciem, zaś po zastąpieniu wszelakiej niezdrowej żywności na produkty zdrowe, eko – zredukowała nieprzyjemne dolegliwości i zachorowania niemal do zera. Szczerze – czytając książkę, nie dowierzałam, jakich obrzydliwych trików dopuszczają się producenci, aby coś, co jest praktycznie jedną potencjalnie rakotwórczą paczką, pięknie zapakować i promować jako zdrową!

Nie chodzi o to, aby z dnia na dzień przerzucić się z chipsów na pieczone plastry cukinii i czerpać z tego fałszywą radość, jednak można ograniczyć spożywanie niektórych produktów na rzecz lepszych, zdrowszych. Ciekawym faktem, jaki autorka zauważyła w diecie dzieci – matki na potęgę debatują o parówkach, w których składzie mięso zajmuje mniej niż połowę, zaś o serkach, których producent zachwala, że są źródłem wit. D, wapnia i tym samym są mocnym budulcem kości, mówi się zdecydowanie mniej – są one dobre i już. Przyglądając się jednak jego składowi, np. serek truskawkowy zawiera szalone 3% truskawek, a ponadto wątpliwie zdrowe: skrobię modyfikowaną, cukier i jego kiepski zamiennik syrop glukozowo – fruktozowy. Zamiast kupować gotowy serek truskawkowy, lepiej sięgnąć po jogurt naturalny i zmiksować go z truskawkami. Generalnie mnóstwo produktów przeznaczonych dla dzieci zawiera ogromną ilość cukru, która jest całkowicie zbędna. Dzieci nie mają tak wyrobionych “smaków” jak dorośli, więc w najmłodszych latach absolutnie cukru do szczęścia im nie potrzeba. To, że wiele z nas nie wyobraża sobie dnia bez batona, czekolady, to wynik wieloletniego wyrabiania złych nawyków żywieniowych.

Sól, cukier, mocno kontrowersyjny kwas cytrynowy (E330) i inne E dodawane są wszędzie na potęgę. Niektóre E są całkiem niegroźne, jednak znacząca większość, spożywana w nadmiernej ilości, jest np. rakotwórcza, ale o tym producenci na etykietach nie wspominają, bo nie muszą. Czytajmy etykiety, interesujmy się tym, co jemy, a organizm podziękuje nam lepszym samopoczuciem. To, że bywamy niewyspani, permanentnie przemęczeni, słabi etc może być wynikiem zbyt dużej ilości chemii spożywanej wraz z posiłkami.

Można zacząć od małych kroczków: zamiast słodzić herbatę cukrem, można posłodzić ją miodem, zamiast 3 łyżek soli do potrawy można użyć łyżki soli i garści lubczyku, kupując jajka zwracajmy uwagę na sposób chowu kur, opisany pierwszą cyfrą na jajku, aby nie pochłaniać antybiotyków i hormonów, którymi szprycowane były kury… Zdrowych zamienników; książek i blogów na ten temat jest mnóstwo. Szczerze zachęcam do interesowania się swoim menu. Niewątpliwie kiedyś sami sobie za to podziękujemy.

“Jesteśmy tym, co jemy”

Lubisz nas czytać?