Aktywni rodzice Lifestyle

Dziecko: koniec pasji, wolności i przyjemności

Przed pojawieniem się Sońki mieliśmy styczność z małymi dzieciakami. W znakomitej większości był to obraz co najmniej wzbudzający u nas zaniepokojenie. Nowy członek rodziny powodował nie tyle wywrócenie życia do góry nogami (co oczywiste), ale przede wszystkim zablokowanie wszelkiej dotychczasowej aktywności – sportowej, podróżniczej, rozrywkowej. Pierwsze reakcje młodych rodziców na naszą ciążę oscylowały wokół stwierdzeń: “skończą się Wasze wyjazdy”, “koniec z bieganiem”, “nie będziecie mieć czasu i siły na cokolwiek”. My oczywiście “zakrzywialiśmy rzeczywistość” (by Steve Jobs) twierdząc, że będziemy żyć tak, jak dotychczas – modyfikując jedynie szczegóły.

Jesteśmy niemal 7 miesięcy po narodzinach. Nie było łatwo, ale… chyba udało nam się tę rzeczywistość chociaż trochę zakrzywić.

Pomimo tego, że Sońka jest nadal wyłącznie “na piersi”, 2-3 razy w tygodniu uprawiamy sport, podróżujemy z podobną intensywnością, startujemy kolejny sezon morsowania. Nie jest lekko. Młoda spowodowała, że każda aktywność wymaga od nas jeszcze większego wysiłku, lepszego planowania, większej dbałości o jej bezpieczeństwo. Do tego dochodzą nieprzespane noce (głównie Martyny) oraz nieprzewidywalność wpisana w naturę dziecka.

Z drugiej strony – bardzo zależało mi na tym, żeby Martyna w miarę normalnie funkcjonowała po porodzie. Szczególnie w warstwie sportowo-kondycyjnej. Niestety ciąża ma istotny wpływ na fizyczność większości kobiet i pierwsze miesiące (bądź lata) po porodzie są niezwykle trudne. Czasem kobieta radzi sobie ze zmianami jej fizyczności, ale często pojawiają się problemy, depresje…

Podobnie u tatusiów – rosnący bęc staje się znakiem firmowym młodego rodzica.

Sport

Wymyśliliśmy sobie, żeby jak najszybciej wrócić do aktywności. Dokładnie miesiąc po porodzie zacząłem biegać z wózkiem, dzięki czemu Martyna mogła czasem “odsapnąć”. Ze względu na cesarskie cięcie jej aktywność sportowa powróciła nieco później. Od 3-4 miesiąca po porodzie regularnie uprawiamy sport – po uśpieniu młodej i w weekendy Martyna udaje się na siłownię lub biega, pozostawiając mi zapas mleka. Po jej powrocie biegam ja – czasem z wózkiem. Ogromna w tym zasługa X-Landera – naszego partnera, który dostarcza nam sprzęt do biegania z dzieckiem. Więcej obowiązków i mniej snu to spore utrudnienia, ale przy odpowiednim zaangażowaniu obojga rodziców, uprawianie sportu jest jak najbardziej możliwe. Niedawno wystartowaliśmy w naszym pierwszym wspólnym zorganizowanym biegu.

Podróże

W kwestii podróżowania nie mieliśmy wątpliwości. Od początku chcemy Sońce pokazywać, że świat nie ma granic, a poznawanie ludzi to najlepsza szkoła życia. Jeszcze przed jej narodzinami zdecydowaliśmy się na wyjazd do Walencji. Dokładnie w dniu, gdy skończyła 3 miesiące wyruszyliśmy w czwórkę (z wielkim psem) w samochodowy trip liczący niemal 2800 kilometrów (w jedną stronę). Oczywiście ze względu na dziecko wymagało to od nas zdecydowanie większej ilości przygotowań i wysiłku, ale byliśmy tego świadomi. Smagana hiszpańskim słońcem Sońka otrzymała solidny zapas witaminy D i spędziła masę czasu z obojgiem rodziców i czarnym przyjacielem.

W miarę możliwości staramy się każdą wolną chwilę poświęcić na wyjazdy – choćby krótkie, weekendowe. Warto uodpornić się na wszelkie mądrości typu “dziecko i tak nic z tego nie zapamięta” albo “z małym dzieckiem siedzi się w domu”. Rozsądek przede wszystkim, ale stawianie sztucznych ograniczeń ma wpływ na całe dalsze życie. Dziecko rodziców, którzy się boją albo im się nie chce, będzie ich kopiowało…

Na koniec…

Podstawą jest dobra organizacja i kopanie się po łydkach, żeby nawet po ciężkim tygodniu, nieprzespanej nocy czy 10-godzinnym dniu w pracy – coś zrobić. Kopiemy się wzajemnie. I to jest klucz do sukcesu.

Sponsorem akcji Aktywni Rodzice jest producent wózków dziecięcych marki X-Lander. Zgodnie z zasadami współpracy sponsor nie ingeruje w treść wpisów - przedstawiają one niezależne zdanie Odjechanych.
Lubisz nas czytać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Dzięki wielkie za ten wpis!
    Zastanawiamy się z partnerem nad rozpoczęciem starań o małego/małą, ale na samą myśl, że ukróci to moje podróże (tak, to ja jestem tą bardziej “problematyczną” połówką ;D), robiło mi się słabo. A Was wpis utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak można. Nawet jeśli rodzina i otoczenie straszą, iż będzie zgoła inaczej.
    Obym miała tyle samozaparcia co Wy!!! ;D

    Trzymajcie się ciepło! Cała trój…czwórka! ;)

    Karolina

    1. Nas też wszyscy życzliwi uprzedzali, że jak tylko pojawi się dziecko, to wszystko się ukróci. Ci życzliwi to przeważnie osoby (dzietni i bezdzietni), którzy raz w roku jeżdżą na wakacje All Inclusive albo “do babci na wieś”, bo na własną rękę nie chcą, boją się, etc. Skoro Wy teraz dużo podróżujecie i sobie wszystko sami organizujecie, to i po pojawieniu się dziecka też będziecie w stanie wszystko ogarnąć :-)
      Btw i w ciąży też można ;-) Powodzenia!!! :D Będziemy namiętnie obserwować Twoje wpisy i wyczekiwać ;-)

  2. Świetny wpis… niezmiennie uwielbiam czytać takie opinie. Nie mamy jeszcze dziecka ale mam ogromna nadzieje, że kiedy się pojawi starczy nam siły nie tylko na aktywność i dalsze wspólne podróżowanie ale także na to aby stawiać czoła wszelkim opiniom, że z dzieckiem to trzeba zapomnieć o wszelkich wyjazdach. A niestety już teraz bardzo często słysz:ę tak tak.. podróżujcie teraz, bo jak pojawi się dziecko to wszystko się skończy :/

    1. Co do podróży, to jak wyżej Karolinie odpisałam ;-)
      A co do stawiania czoła wszelkim opiniom… grunt, to abyście oboje mieli swoje zdania i aby te zdania były takie same. Bardzo ważnym jest, przynajmniej u nas, aby gdy z Pawłem mamy różne zdania, przystopować, przemyśleć i ostatecznie znaleźć kompromis. To rodzice są odpowiedzialni za swoje dziecko, a nie całe otoczenie. Nie wyobrażam sobie ulec presji otoczenia i np. nie morsować w ciąży, nie brać psa (do tego znajdy!), gdy byłam w ciąży, czy też nie wyjeżdżać z młodą za granicę. Przykładów tego typu mamy mnóstwo ;-) To nasze życie i mamy prawo sami o nim decydować.

      Btw gdybyśmy słuchali starszyzny, Sonia byłaby np. Gabrysią, bo Gabrysia to ładne imię, a Sonia była psem w jakimś serialu ;-)

  3. Cenny wpis. Dla wielu podróżników dzieci to temat ciężki, wzbudzający obawy. Ha, między innymi dla mnie :) Ciężko zamienić tą swobodę podróżowania. Ja jeszcze słyszałam opinie, że gdy rodzi się dziecko to człowiek “wyrasta z podróżowania” – aż dreszcze przerażania przechodzą :)))) . Pozdrawiam Marzena

  4. Ja uwielbiam podróżować ze swoją córą, bo jest w tym coś nowego… znów zwracam uwagę na szczegóły, na które przestałam. Idę wolniej, smakuje, oglądam, czasem wracam. Podróżowanie z dzieckiem jest wspaniałe. A jaką dumą jest 5-latka, która sama zdobywa Preikestolen i siedząc w domu zamiast wybierać nową zabawkę z jakiejś przyziemnej okazji wybiera wycieczkę w nieznane. Nie zamieniłabym tego na nic innego! Pozdrawiam!

  5. Dzięki za ten wpis! Fajnie wiedzieć, że… jednak się da:)

    Ps. Zdjęcia z Hiszpanii przypomniały mi, że krótki czas po Waszym przyjeździe z tego kraju, przypadkowo spotkałam Mamę Pawła w pociągu. Oczywiście dopiero w późniejszej rozmowie wyszło, że jestem czytelniczką tego bloga. Świat jest jednak mały! Proszę pozdrowić Mamę ode mnie:)
    Powodzenia:)