Kuba 2013 Nasze podróże Polecamy

Malownicze Viñales

Prowincja Viñales leży u podnóża mogotów pasma Sierra de los Órganos. Powstałe tu w okresie jury ogromne ostańce erozyjne, porośnięte są obecnie gęstą roślinnością, co scenerią przypomina plan filmu Jurassic Park (brak jedynie dinozaurów…). Przez mnogość nieskażonych turystyką jaskiń, speleolodzy mieliby co tu robić.

Tutejsze władze widząc korzyść, jaką przynosi turystyka, postanowiło zainwestować w miasteczko, aby dodać mu uroku. Uliczki są czyste, zadbane, a wszystkie domy zostały pomalowane na przeróżne kolory, dzięki czemu Viñales jest stylem oderwane od reszty Kuby. Większość mieszkańców, chcąc zarobić na obcokrajowcach, przekształciło część domowych pokoi na casy. Nie brakuje tu klimatu swojskiego; suszenia prania na sznurkach, świnki na łańcuchu i siłowni w kolorach placu zabaw.

Nocowaliśmy u sympatycznej rodziny, gdzie gospodarz okazał się być dyplomowanym kuchmistrzem. Przyrządził dla nas ogromną, wyśmienitą langustę (raj dla podniebienia, nawet dla takich jak ja, nielubiących żadnych owoców morza) – obowiązkowo podane z mohito. Po obfitym obiedzie, dostaliśmy równie obfity deser – góra z pokrojonych ananasów, melonów i papai. Siedząc na werandzie w bujanych fotelach, zajadaliśmy się owocami, “modżajto” popijając. Po drugiej stronie ulicy odbywała się huczna impreza sąsiada – urodziny. Zaprosił on wszystkich swych ziomków z okolicy m.in. na domino.

Dla zainteresowanych tym noclegiem:
Niurka y Juan Carlos;
mobile (sms): 0152654470;
stacjonarny: (53)(048)796016;
mail: [email protected];
adres: Calle Orlando Nodarse #27; Vinales, Pinar del Rio

Cały region Valle de Viñales słynie z uprawy najlepszego na Kubie tytoniu, o czym przekonaliśmy się podczas spacerowego zwiedzania okolicy, gdy idąc wzdłuż szosy, kobieta w języku angielsko – hiszpańskim zaproponowała nam kawę. Weszliśmy, wydawałoby się do dużej altany na polu stojącej, jednak szybko okazało się, że był to dom mieszkalny przynajmniej kilku osób (kobieta od kawy; jej matka, ojciec, ciotka, siostra, brat). Z zamiarem wypicia wspomnianej “cafe”, wykupiliśmy prawdopodobnie pół domu – od bananów, przez tytoń domowej uprawy wraz z pokazem zwijania cygara (“cygaro zwijane na udzie Kubanki” przybrało innego wymiaru….. patrz niżej) , aż po przejażdżkę. Biznes niby łączony, ale za wszystko trzeba było zapłacić osobno; CUCe za kawę były dla jednej kobiety, tytoń od ciotki, a transport to brata działka, zatem na zniżkę za duże zakupy liczyć nie mogliśmy.

Ale to nie koniec opowieści o interesie rodzinnym. Cała nasza szóstka z ogromnym zaciekawieniem słuchała, że brat pani od kawy zabierze nas swoim “coche” (co znaczyć miało samochód), do miejsca w górach, gdzie jest fantastyczne jezioro. Zachwyceni zgodziliśmy się na wszystko. Brat podjechał swoim… trochę zabiedzonym rumakiem, oprzężonym starym, małym wozem. Ale skoro punkt docelowy jest daleko, a na miejscu będzie czysta, z gór bijąca woda, warto przejechać się oferowaną bryczką (patrząc na konia z wyrzutami sumienia…). Po około 20minutowej przejażdżce, brat zeskoczył z powozu; pokazując, że koń dalej nie podjedzie. Ok; nie będziemy przecież zwierzaka dłużej męczyć – trochę się przejdziemy. Szlak, który zrobiliśmy w 2h, w przewodniku (po późniejszym sprawdzeniu) opisany był jako szalenie ciężki i bez szans na przemierzenie go bez przewodnika. Pewnie wszyscy bylibyśmy bardzo szczęśliwi z tego powodu, gdyby na szczycie było wyczekiwane jezioro. Jednak nazywane przez kobietę miejsce docelowe los Aquaticos było po prostu ładnym punktem widokowym. (Alternatywą dla naszej wycieczki jest przejażdżka konna (bez bryczki), jednak ze względu na warunki pogodowe (lekkie zachmurzenie), nie mogliśmy z niej skorzystać).

Gdy już brat nas “podrzucił” z powrotem, poszliśmy do obowiązkowego punktu turystycznego Viñales – Mural de la Prehistoria. Zlecone przez Fidela Castro, gigantyczne malowidło na skalnej ścianie, przedstawiające ewolucję człowieka pierwotnego aż do najmłodszego gatunku człowieka…socjalizmu. Dzieło niewątpliwie czasochłonne, acz paskudne.

Wyjeżdżając z Viñales (okrutnie wcześnie dla Kubańczyków – 7:00) zajechaliśmy 4km od prowincji, pod hotel Los Jazmines z tarasem widokowym na całą dolinę. To, co widzieliśmy, jest nie do opisania, a zdjęcia nie są w stanie ukazać całego uroku doliny… do tego “wisienką na torcie” było wschodzące słońce…

Lubisz nas czytać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Słuchajcie! Zupełnie przez przypadek trafiliśmy do Casy Niurki i Juana podczas podróży po Kubie… Nawet nie uwierzycie jak Niurka się ucieszyła, słysząc, że będzie znowu gościć Polaków! Od razu pokazała nam księgę gości i Waszą LANGUSTĘ ZAJEBISTĄ narysowaną w zeszycie :))) Najlepsze jednak jest to, że ja czytałem Waszego bloga przed wyjazdem i coś kojarzyłem o languście w Vinales.. ale nie udałem się pod adres, który podaliście tylko podążałem za parką z Holandii :P A tu niespodzianka – trafiliśmy idealnie z podwójnym zdziwieniem;) Potwierdzam Wasze słowa co do langusty – gotować to Juan potrafi!!!! W ogóle ekstra blog! Pozdrowienia z Gliwic :D

  2. Hej Odjechani ;-) wybieram się w marcu na Kubę. Lądujemy w Hawanie, po kilku dniach pobytu tam, planujemy wyruszyć do Vinales na pierwszy ogień. Po drodze zajedziemy na wodospad (Soroa, który polecacie), następnie Pinar del Rio i na koniec Vinales. Doradźcie mi proszę, czy ten odcinek zdążymy zrobić w jeden dzień? Chcemy zanocować w Vinales – tak więc odwiedzając po drodze Soroa i Pinar, myślicie, ze Vinales trzeba sobie zostawić na następny dzień, czy uda się w ten sam dzień, a wtedy nazajutrz z rana po noclegu można będzie wyruszyć dalej?
    Dzięki z góry za pomoc!

    1. Zależy na czym Wam zależy ;-) Jeśli chcecie w Vinales zrobić kilka zdjęć domów i iść spać, to plan jest do zrobienia. Osobiście jednak radzę zostać przynajmniej jeden dzień w Vinales, bo jest tam po prostu pięknie. Po podróży i dwóch punktach po drodze (my w Pinar nie zwiedzaliśmy – pojechaliśmy prosto do Vinales) może okazać się, że jest już wieczór. A i obowiązkowym punktem musi być Los Jazmines ;-) My, z tego co pamiętam, mieliśmy dwa noclegi w Vinales. Jeśli zrobicie sobie zbyt napięty plan, może się okazać, że więcej czasu spędzicie w taksówce niż na zwiedzaniu.

  3. Witajcie Odjechani!

    Dzięki Waszej opowieści trafiliśmy właśnie do Niurki i Juana – dziękujemy Wam za wpis, mieliście racje jedzenie – najlepsze na całej Kubie!!!!! Langusta – nie da się opisać słowami – mniammmm. Było tam bardzo miła i przyjazna atmosfera! Na miejscu dowiedzieliśmy się, że mają nowy adres e-mail: [email protected] – bardzo proszą o aktualizację :)

    Rada dla odwiedzających dom Niurki i Juana – uważajcie na kolesia w “gumofilcach”, który pojawi się w domu od razu po Waszym przyjściu i będzie Was chciał naciągnąć na wycieczkę do parku. W centrum (czyli dwie ulice dalej) te wycieczki są o wiele tańsze :) (dzięki za wpisy do księgi gości :))

    Także dzięki Wam odwiedziliśmy hotel Los Jazmines, obok którego znajduje się taras widokowy z przepięknym krajobrazem! Dziękujemy za ODJECHANE polecenia i czekamy na inne ciekawe miejsca poza Kubą do odwiedzenia! Pozdrowienia z Poznania :)

    1. Super, bardzo się cieszymy. Adres poprawiony. Skoro spodobała Wam się Kuba, zapraszamy do Gruzji i Armenii :)

  4. Świetny artykuł, zachęca do odwiedzin :) Mam pytanie logistyczne, czym podróżowaliście po Kubie? Wybieram się samotnie i nie planuję wypożyczać samochodu, zastanawiam się czy da radę dostać się autobusem, taxi do los jazmines. Pozdrawiam!

    1. My głównie taxi, ale podróżowaliśmy w szóstkę. Moim zdaniem zarówno autobusem, jak i taxi nie będzie problemu.