Kuba 2013 Nasze podróże

Lądowanie na Kubie

Po wielogodzinnej podróży (Kraków –> Pyrzowice –> Barcelona –> Madryt –> Havana czas: 32h ), dość wykończeni, wylądowaliśmy w Hawanie. Samo lotnisko bardzo ubogie ~ Okęcie’70. Kilka sklepów i kawiarnia. Mnóstwo służbistów. Kilkakrotne okazywanie dokumentów. W okienku przy przylocie i wylocie robione zdjęcie, celem upewnienia się, że ta sama osoba odwiedza i opuszcza Kubę (kubańskiego transwestytę długo trzymali przy kontroli – pewnie nie update’ował zdjęcia w dowodzie).

Z niewyjaśnionych przyczyn, z całej naszej ekipy podróżnej, tylko nasz bagaż sprawdzali (być może przez ofoliowanie). Celnik wszystko wyjął, obejrzał (łącznie z bielizną – dobrze, że tylko przy przylocie, gdy wszystko było czyste ;) ). Każdy kosmetyk otworzył, namacalnie sprawdził konsystencję, powąchał, a przy szamponie do pomocy zawołał swą koleżankę. Po przejściu przez wszystkie bramki – długa kolejka do kantoru.

Po opuszczeniu lotniska, wręcz czekał na nas pan z krótkofalówką, za pomocą której kontaktował się z kierowcami rządowych, drogich taksówek (pod sam budynek lotniska prywatni przewoźnicy nie mają możliwości podjazdu, o czym dowiedzieliśmy się później). Po kilku sekundach spakowaliśmy się do 8-osobowego vana. Przejazd pod casę (~noclegownia w domu u prywatnych ludzi) wyniósł nas 60CUC ~ 200pln (dla porównania: przejazd powrotny – pozarządową taksówką – 10CUC).

Z balkonu casy wypatrywali nas gospodarze. Przywitani zostaliśmy orzeźwiającym, świeżo-wyciskanym sokiem z ananasa i papai (który dostawaliśmy również do każdego śniadania). Spaliśmy w zadbanych dwuosobowych pokojach z łazienką, a późne wieczory spędzaliśmy w salonie z fotelami bujanymi z widokiem na ulicę Hawany.

Lubisz nas czytać?