Ślub za granicą – praktycznie

Ślub kościelny w Barcelonie braliśmy 29 czerwca 2013 roku. Poniższe informacje oparte są o nasze przeżycia.

1. Kościół i ksiądz

Wszystkie formalności załatwialiśmy mejlowo i telefonicznie z ks. Krzysztofem Jaworskim i to on udzielił nam ślubu. Kontakt do niego i adres kościoła, w którym braliśmy ślub, znajdziecie TUTAJ.

2. Formalności

Od podjęcia decyzji o ślubie do dnia ślubu minęło około 1,5 miesiąca. Z ustaloną datą ślubu kościelnego wzięliśmy ślub cywilny, aby akt ślubu można było przedstawić proboszczowi w Polsce, do wydania tzw. licencji zezwalającej na ślub kościelny za granicą. W tym czasie odbyliśmy niezbędny i wartościowy kurs przedmałżeński u ks. Jacka Stryczka, jak i przetrwaliśmy nauki w poradni przedmałżeńskiej. Generalnie cały ten proces powinien trwać znacznie dłużej, nam jednak udało się uprosić zarówno urzędnika w USC, jak i naszego proboszcza o tryb przyśpieszony. Mimo, że powodów do pośpiechu chyba nie mieliśmy ;-) Więcej o formalnościach pisałam TUTAJ.

3. Goście

Wielkie wesele i dużo gości na ślubie niestety nie sprzyja przeżywaniu tej chwili w pełni. Każda para młoda przeżywa ogromny stres, który nie jest związany bezpośrednio z samą przysięgą, lecz całą jej otoczką. A to właśnie na przysiędze, na ślubie, na sobie samych para młoda powinna być skupiona. Stąd pomysł o maleńkim ślubie – abyśmy delektowali się chwilą, cieszyli się nią tak absolutnie szczerze i prawdziwie. Więcej na ten temat pisałam TUTAJ.

4. Kosmetyczka, fryzjer, dojazd

Kosmetyczka: ja,
fryzjer: ja,
dojazd: metro.

5. Fotograf

Jeszcze w Polsce znaleźliśmy namiary na rewelacyjnego fotografa Andrzeja: http://andrzejwitek.com/, który z pomocą znajomego Danny’ego: http://www.dannyfernandez.co.uk/, uwiecznili te chwile o tak:

6. Wianek

W Polsce zamówiłam w kwiaciarni wianek z trwałych kwiatów, które panie mi poleciły, w kolorach, jakich chciałam. W piątek wianek odebrałam, tego samego dnia w samolocie trzymałam go w bagażu podręcznym, a w Barcelonie, według rady kwiaciarek, wianek włożyłam do lodówki. Następnego dnia wyglądał dokładnie tak, jak w chwili odbioru.

To, co najmilej wspominam ze ślubu, to Pawła wyjątkowo szczery (nie-szyderczy;-) ) uśmiech i to, jak bardzo wspólnie przeżywaliśmy każdą chwilę, jednocześnie nie dowierzając, że dzieje się to naprawdę. Poza tym ja stresuję się niestety każdą drobną rzeczą, więc pewnie podczas klasycznej ceremonii, byłabym okrutnie spięta. W dniu naszego ślubu jedyne uczucie, jakie odczuwałam, to po prostu szczęście :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *