Siła nawyku: sierpień z pobudką o 5:00

Jedną z najciekawszych książek, jakie ostatnio czytałem jest Siła Nawyku autorstwa Charlesa Duhigga. Postanowiłem po nią sięgnąć po wypadku w Rybniku, gdzie ojciec po przyjeździe samochodem do pracy nie zauważył, że za nim siedzi dziecko, które tym razem miał odwieźć do przedszkola. Poszedł do pracy, jak zwykł robić codziennie. Niestety dziecko nie przeżyło.

Ludzki umysł jest fantastyczny. Codziennie uczymy się nowych rzeczy, przetwarzamy miliony informacji, potrafimy je analizować i wyciągać wnioski. Istnieją mechanizmy umysłu, które są na tyle potężne, że mogą zmieniać bieg życia ludzi – zarówno w stronę sukcesu, jak i porażki czy nawet śmierci. Jednym z najciekawszych jest bohater wspomnianej przeze mnie książki – mechanizm nawyku. Można go wykorzystać do budowania pozytywnych wzorców np. poprawiających efektywność pracy czy regularnego uprawiania sportu. Dokładnie ten sam mechanizm prowadzi do alkoholizmu czy tragedii z Rybnika (uprzedzając pytania – ojciec nie jest tu winny śmierci dziecka).

Polecam lekturę książki albo wysłuchanie audiobooka (bardzo dobry lektor). Warto rozumieć zasadę powstawania nawyku oraz – na ile to możliwe – kontrolować ten proces.

Ja – po ostatnich zaniedbaniach – sukcesywnie wracam do sportu i kilku innych aktywności. Na początek wyzwanie na sierpień – codzienne wstawanie o 5:00 rano. Do 7:00, gdy budzi się świat wokół mnie (np. Sońka) zdążę pokonać przynajmniej pocztę. Tyle wygrać ;)

Tym samym wracam do regularnego używania Sleeptrackera. To zegarek na rękę, kupiony przeze mnie prawie 10 lat temu (dzisiaj ich już nie sprzedają – wykorzystują opaski różnych marek i aplikację). To był mój pierwszy zakup w USA. Przez godzinę musiałem tłumaczyć celnikom, którzy przechwycili paczkę, że to zegarek, który budzi mnie wtedy, gdy powinienem wstać. Nie uwierzyli. Oclili jako zegarek, nie jako analizator snu, jak było w dokumentach. Zasada działania jest prosta – ustalam „okienko czasowe”, w którym chcę się obudzić (tutaj: 4:40 – 5:00) i zegarek dzwoni lub wibruje (nie budząc współśpiących) w tym przedziale czasowym, ale w momencie tzw. „płytkiego snu”. Dzięki temu zdecydowanie łatwiej zwlec się z łóżka.

A więc 30 dni (poranek po weselu odpuszczam) pobudki o świcie. Czas start!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. ja przez ostatni tydzień wstawałam codziennie o 5 :) nie ma nic piekniejszego niż kawa na werandzie o świcie. a jesli na dodatek jesteś nad jeziorem i słyszysz krzyk żurawi od pierwszego razu jesteś uzależniony :) w mieście może mniej atrakcyjnie, ale cisza do wysłuchania podobna.

  2. Pawle, siła nawyku rzeczywiście działa, nawet w moim przypadku :D Zacząłem wstawać przed 7, ale motywatorem była niechęć do porannego stania w korkach :)

  3. od około 2 miesiący wstaję o 5 rano, pierwszy tydzień jest trochę rozregulowany, później rewelacyjne efekty, zdecydowanie wolę długie poranki niż wieczory, a samo wstawanie bez większego problemu teraz już zazwyczaj budzę bez budzika około 5.

  4. Wstawałam przez pare miesięcy po tym jak przeczytałam ze o 5tej jest najbardziej naturalnie i ze jako dziecko budziłam sie rano. Tylko ze życie towarzyskie i jakiś wewnętrzny opór i przyzwyczajenie przeciągnął mnie na stare tory. Bo faktycznie rano da sie więcej ogarnąć. Powodzenia