Mądre książki nie zastąpią działania

Kiedyś byłem fanem mądrych książek. Takich, których autorzy wiedzą, jak zarządzać swoim czasem, budować fortuny na rynku nieruchomości, doprowadzać sprawy do końca, pracować 4 zamiast 40 godzin w tygodniu czy wreszcie osiągać wszystkie założone cele. To właśnie osiąganie celów było ich wspólnym mianownikiem.

Przez ładnych kilka lat wiara w cudowne metody (często wzajemnie się wykluczające) była tak silna, że pochłaniałem mądre książki jedną za drugą. Przeszedłem pewnie kilkanaście metodologii zarządzania zadaniami i projektami, nauczyłem się ustalać priorytety na kilka sposobów, praktykowałem wstawanie wcześniej niż piekarz, ale również pracę do 4 nad ranem – bo przecież trzy godziny snu pozwalają zyskać cenny czas na realizację kolejnych celów. Do perfekcji opanowałem definiowanie, skedżulowanie, majndmapowanie, trakowanie, dedlajnowanie i masę innych mądrości znalezionych w… „mądrych” książkach.

Z czasem jednak zrozumiałem, że zawartość tych książek to jedynie technikalia (często bardzo sprawne), które pozwalają nieco bardziej optymalnie rozwiązać nasze zadanie. Problem tkwi natomiast w całkiem innym miejscu. Zaoszczędzę Ci sporo czasu, streszczając ideę, którą próbuje przekazać większość mądrych książek. I nie jest to nic odkrywczego, nie spodziewaj się magii: 

Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz jedynie zrobić kolejną rzecz, która Cię do tego celu rzeczywiście przybliży. A później kolejną, kolejną i jeszcze kolejną. I tak aż do czasu, aż osiągniesz cel.

Przyczyną nie osiągania założonego celu w 95% przypadków jest… lenistwo. 

Marek. 29 lat. Ze sporym bagażem doświadczeń. Umysł ścisły. Inteligentny, choć skryty facet. Uwielbia zagadki logiczne. Pracuje fizycznie, w okolicy 40 godzin tygodniowo. Zarabia 1800 zł. Marzy o podróżowaniu, ale uważa, że go na to nie stać.

Ewa. 26 lat. Absolwentka filologii angielskiej. Od 3 lat pracuje jako pomoc biurowa. Nienawidzi swojej pracy, ale boi się, że po kilku latach przerwy jej poziom języka nie wystarczy do podjęcia lepiej płatnej pracy, wymagającej obsługi zagranicznych klientów.

Co łączy Marka i Ewę (historie prawdziwe, imiona i nieistotne szczegóły zmienione)? Oboje mają bardzo jasny cel/marzenie, ale już na wstępie założyli, że nie uda się go osiągnąć. Od dłuższego czasu słyszę od nich, że bardzo by chcieli, ale nie mogą nic zrobić. Czekają na lepsze czasy.

Brzmi znajomo?

Lepsze czasy pewnie nigdy nie nadejdą, bo przyczyna problemu leży w nich i tylko oni mogą się obudzić i zacząć działać. Usilnie jednak twierdzą, że są zmuszeni do czekania, aż sytuacja się zmieni. Do perfekcji opanowali szukanie wymówek i odkładanie marzeń na później. Pewnie odłożyli je „na nigdy”.

Żadna złota metoda nie zastąpi ciężkiej pracy i działania. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach:

  1. Bardzo mądry (hłe hłe) wpis.

    Mam wrażenie, że zdecydowana większość poradników na temat osobistej produktywności to po prostu bardzo zgrabne sprzedawanie pomysłów w sumie oczywistych, ubranych w otoczkę ciekawie wyglądającej metodologii. I w sumie prawie wszystkie można streścić w kilku zdaniach.

    “Pracuj intensywnie, rób przerwy, dziel zadania wg kategorii i ważności oraz miej dobry plan dnia/tygodnia/miesiąca.” – na oko z 70% tego typu pozycji

    Oczywiście to nie znaczy, że są nic nie warte. Wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś siedzi głęboko w fatalnych przyzwyczajeniach to pierwsza taka pozycja potrafi otworzyć oczy na własne błędy. A osoby z już dobrą kulturą pracy też mogą potencjalne znaleźć jakiś fajny mały tip, który się przyda.

    No i jest jeszcze element psychologiczny – samo czytanie takich rzeczy może dodać człowiekowi motywacji i jakiegoś takiego wewnętrznego poczucia, że wszystko się da radę ogarnąć.

    Co prowadzi nas do tematu Twoich Ewy, Marka i osób w podobnej sytuacji. Osobiście chyba nie nazwałbym takiej postawy lenistwem. Dość często ludzie z takim “mentalem” potrafią się naprawdę porządnie przykładać do swojej zadanej pracy. Myślę, że problemem jest tu raczej coś co można by nazwać masochistycznym konformizmem. Czyli – “jest ch****o, ale stabilnie”. Część osób po prostu boi się zmian, nie wierzy że dadzą radę i przede wszystkim – nie wiedzą jak zacząć lub szybko się zniechęcają. Co nie znaczy, że nie będą siedzieć po nocy, gdy ich szef poprosi.

    1. Nie wierzę w ludzi leniwych “w ogóle”. Lenistwo dotyczy “tematów”. To, o czym piszę to lenistwo w temacie brania sprawy we własne ręce…