Szukasz pracy marzeń? Może niepotrzebnie?

Dzisiaj temat trudny, ale od dawna planowałem podjęcie go na blogu. Niedawny wpis na blogu Slow Day Long (polecam jego lekturę przed dokończeniem tego tekstu) pchnął mnie do zrobienia ostatnich szlifów i opublikowania tekstu. Pierwszego z serii, bo za dużo byłoby tego na jeden wpis.

Jeśli narzekacie na swoją pracę, chciałbym, żebyście potraktowali poniższe słowa jako pewien pomysł na zmianę tej sytuacji – nie wiem, czy dobry. Pewnie istnieją lepsze. Wiem natomiast, że w większości przypadków będzie skuteczny. Co ważne – zmiana sytuacji może oznaczać zmianę myślenia o pracy, a nie koniecznie jej zmianę.

Pracuję od 16 roku życia. Byłem zatrudniony na umowach prowizyjnych, śmieciowych, umowach o pracę, prowadziłem działalność gospodarczą i zarządzałem spółkami. Wbrew pozorom nie było to jedynie programowanie czy prowadzenie firm IT. Sprzedawałem odkurzacze podczas prezentacji domowych, prowadziłem szkolenia, udzielałem korepetycji, pomagałem na budowie. Plus kilka mniej znaczących epizodów. Nie miałem problemu z pracą fizyczną, szczególnie wtedy, gdy mój „etatowy” pracodawca zwlekał kilka miesięcy z wypłatą. Po prostu od 6 do 14 programowałem (pomimo braku pensji), wieczorami dorabiałem układając panele podłogowe. Zwalniałem i byłem zwalniany, czasem z dnia na dzień. Zdarzyło mi się pracować przez kilka tygodni nad zleceniem, za które nikt mi nie zapłacił – ot, skutki prowadzenia firmy przez 18-latka.

Dzisiaj, w Krakowie, mając umiejętności programistyczne na brak pracy nie można narzekać, ale kilkanaście lat temu, w mniejszym mieście nie było tak różowo. I szczerze mówiąc branża nie ma w mojej opowieści większego znaczenia. A przynajmniej nie powinna.

Co to jest praca?

Zacznijmy od początku. Czym właściwie jest praca? Praca jest towarem – dokładnie takim, jak jabłka dostępne w sklepie spożywczym. Ktoś (właściciel sklepu) kupił ten towar od kogoś innego (sadownika) po cenie, która pozwala mu sprzedać ten towar po wyższej cenie (zysk). Jeśli pracujesz u kogoś jako tłumacz, posiadasz umiejętność, za którą ten ktoś (pracodawca) Ci płaci tyle, żeby móc efekt tej umiejętności (przetłumaczony tekst) sprzedać po wyższej cenie (zysk). Jeśli to Ty jesteś pracodawcą, kupujesz od pracownika towar (usługę tłumaczenia), aby sprzedać go drożej (zysk), często łącząc go z innymi kupionymi usługami (np. marketingowymi). Zarabiasz zatem na umiejętności taniego kupowania i drogiego sprzedawania tego samego produktu, ewentualnie łączenia kilku produktów i sprzedawania ich za łączną cenę przewyższającą koszt zakupu. Jest to bardzo prosta zależność.

Prowadzenie firmy to bardziej złożona kwestia, dlatego ją pominę. Skupmy się na (stanowiącej większość) grupie pracowników.

Najpierw diagnoza!

Stosuję dwa podstawowe wyznaczniki jakości życia zawodowego: zacne wynagrodzenie oraz satysfakcja z wykonywanej pracy. Zdefiniujmy je i rozbijmy na czynniki pierwsze.

Zacne wynagrodzenie

Z zacnym wynagrodzeniem mamy do czynienia, gdy ilość pieniędzy, które otrzymujesz za swoją pracę jest adekwatna do jej rzeczywistej wartości. Prawie każdy chciałby zarabiać więcej – to naturalne. Raczej złe, ale naturalne. Nie o to więc chodzi. Jeśli chcesz wiedzieć, czy Twoje wynagrodzenie jest zacne, odpowiedz sobie na pytanie: „Czy jest ktoś, kto chciałby kupić mój czas w cenie wyższej, niż moja aktualna pensja?” Jeśli nie jesteś w stanie sprzedać swojej pracy po wyższej cenie (nie ma nikogo chętnego do jej zakupu) to niestety Twoje wynagrodzenie jest zacne. Nawet jeśli masz tytuł magistra i zarabiasz najniższą krajową. To brutalne, ale prawdziwe.

Nie możesz liczyć na to, że pracodawca zapłaci Ci więcej, niż musi. Wróćmy do jabłek – właściciel sklepu mając do wyboru identyczne jabłka od dwóch sadowników w różnej cenie, wybierze tańsze. Nie ma logicznego uzasadnienia, aby podjął inną decyzję. Podobnie w przypadku firmy – mogąc kupić tę samą pracę taniej u kogoś innego, nie ma potrzeby ponoszenia wyższego kosztu.

Powyższe nie dotyczy sytuacji patologicznych. Nie popieram wyzysku i pracy za 2,50 zł na godzinę. Trzeba jednak mieć świadomość, że dopóki będą na rynku ludzie, którzy są w stanie zaoferować swój czas w tej cenie, znajdą się pracodawcy, którzy będą to wykorzystywać. I jest to moralnie bardzo złe, ale najczęściej nie masz na to wpływu.

Możesz natomiast podnieść wartość swojego czasu, oferowanego pracodawcy. Nie koniecznie obecnemu. To temat na osobny wpis, który pojawi się niebawem.

Satysfakcja z pracy

Satysfakcja z pracy to pojęcie mocno subiektywne. Jak ja ją definiuję?

Po przekroczeniu progu firmy zastanawiam się nad planem dnia. Nawet jeśli czeka mnie ciężki dzień, kombinuję, jak nad nim zapanować. Niezależnie od tego, czy pracuję 40 czy 80 godzin w tygodniu, widzę, że to co robię ma wielki sens. Nie otrzymuję od moich najbliższych sygnałów, że praca jest ważniejsza od życia prywatnego. Wychodząc z firmy mam poczucie, że udało mi się pchnąć ten grajdoł o krok bliżej sukcesu. Albo nawet kilka kroków.

Dla kogoś innego wyznacznikiem satysfakcji jest dziękujący pacjent czy zadowolony klient.

Upraszczając – z satysfakcjonującą pracą mamy do czynienia wtedy, gdy wierzysz, że to co robisz ma wielki sens.

Co dalej?

Jak wygląda Twoja sytuacja? Jak oceniasz Twoją pracę w oparciu o powyższe dwa wskaźniki? Poświęć trochę czasu na szczerą rozmowę z samym sobą na ten temat.

I teraz najważniejsze. Lansowany jest pogląd, że najszczęśliwsi są ludzie, którzy sporo zarabiają na swojej pasji (zacne wynagrodzenie + satysfakcja). To nie jest prawda. Mało kto może sobie pozwolić na taki luksus. Większość społeczeństwa wiedząc, że taka sytuacja nie jest w ich zasięgu, nie podejmuje żadnych (oprócz narzekania) działań. Uznają, że skoro na ich pasji nie da się zarobić (co jest pewnie prawdą), są skazani na zawodową mieliznę. Trzeba zagryźć zęby i czekać na emeryturę.

Prawda jest taka, że jedynie konfiguracja „mało zacne wynagrodzenie + brak satysfakcji” jest niedopuszczalna i wymaga podjęcia działania. Skoro aktualna praca nie daje Ci satysfakcji i jest inna, która pozwoli Ci zarobić więcej – zmiana powinna nastąpić jak najszybciej.

Jeśli natomiast nie zarabiasz tyle, ile trzeba (ile ktoś inny mógłby Ci zapłacić), ale odczuwasz satysfakcję z tego, co robisz – musisz się zastanowić, o ile ważniejsza jest ta satysfakcja od większych pieniędzy.

I analogicznie – jeśli zarabiasz tyle, ile trzeba (nikt inny nie zapłaci Ci więcej), ale praca jest dla Ciebie jedynie obowiązkiem, zastanów się, czy to rzeczywiście problem. Może tak ma być? Może spełniasz się poza pracą i wcale nie potrzebujesz zmiany w życiu zawodowym?

Miło się czyta artykuły i „mądre książki” o ludziach, którzy rzucili nudną pracę w korporacji czy fabryce i spełniając odwieczne marzenie zajęli się uprawą ekologicznej kukurydzy. Czasem jednak trzeba się pogodzić z tym, że praca będzie tylko obowiązkiem i zamiast narzekać, skupić się na tym, aby podnieść jakość swojego życia pozazawodowego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach: