Niemowlę w samolocie i pierwszy lot Sońki

Odprawa celna

Zależnie od lotniska i celników przez bramkę można przejść albo z dzieckiem w nosidle albo każą wyjąć dziecko, a nosidło położyć na taśmie do prześwietlenia (tak – w Polsce Sońkę musiałam wyjąć, we Włoszech zaś celnicy uśmiechali się do Sońki i nawet jednemu przez myśl nie przeszło, żeby kazać mi dziecko wyjmować – moje szczęście, że bramka nie zapiszczała, wtedy pewnie musiałabym zdjąć małą). W przypadku przewożenia dziecka w wózku, należy wózek złożyć i położyć na taśmie do prześwietlenia.

Wejście na pokład

W tanich liniach nie ma miejsc numerowanych, jednak można wykupić bilet z możliwością pierwszeństwa wejścia na pokład. Pierwszeństwo jest także przypisane osobom z małym dzieckiem, dzięki czemu Sonia była naszą taryfą ulgową i bez przepychanek weszliśmy do samolotu jako jedni z pierwszych. Warto zatem przybyć wcześniej na lotnisko, aby skorzystać z tegoż przywileju i spokojnie z dzieckiem zająć miejsca.

Pasy bezpieczeństwa

Dziecko, które nie ma wykupionego oddzielnego miejsca (przeważnie do drugiego roku życia), siedzi na kolanach rodzica. Przy starcie i lądowaniu dziecko musi być przypięte do rodzica. Od załogi otrzymałam odrębny pas dla dziecka, który należy przełożyć przez swój, jeszcze niezapięty pas, po czym zapiąć siebie, a następnie dziecko. Lecąc do Włoch miałam Sonię cały czas w nosidle, zatem swój pas przepięłam na wysokości mojej talii (przekładając pas pomiędzy siebie a Sonię), dzięki czemu bez problemu przypięłam Sonię do siebie. W drodze powrotnej Sonię trzymałam na kolanach bez nosidła, więc z pasami żadnego problemu nie było.

A jak Sonia zniosła loty?

Cała trasa do Bergamo, począwszy od wyjazdu z Krakowa była absolutnie bezproblemowa. O 4:00 przenieśliśmy śpiącą Sonię do fotelika, po czym ciągle śpiącą przypięliśmy pasami w samochodzie. Około 5:00 byliśmy w Pyrzowicach. Sonia obudziła się podczas przenoszenia ją w foteliku z naszego samochodu do samochodu parkingowego, który miał dowieźć nas na lotnisko. Gdy tylko nas zobaczyła, po prostu zaczęła się cieszyć :-) Na lotnisku założyłam nosidło i małą zapakowałam do niego. Na odprawie musiałam zdjąć nosidło, po czym znów ją włożyłam – Sonia cały czas grzeczna. W nosidle została już na cały lot. Lekko poluzowałam szelki nosidła na czas karmienia przy starcie samolotu (tak – bez problemu da się karmić piersią, mając malucha w nosidle). W samolocie Sonia trochę się porozglądała, po czym zasnęła. Przebudziła się, gdy wychodziliśmy z samolotu.

W trakcie lotu do Pyrzowic Sonia była trochę marudna (pomimo uwolnienia z nosidła), jednak każdorazowo jej “foch” nie trwał dłużej niż pół minuty. Mieliśmy sporo zabezpieczeń w postaci jedzenia i zabawek, dzięki czemu szybko byliśmy w stanie ją uspokoić.

Generalnie podróż z Sonią uważam za bezproblemową – może jest tak spokojnym dzieckiem, a może przez fakt, że do wielu rzeczy my podchodzimy z dystansem, Sonia nie odczuwa napięcia i tym samym sama się nie denerwuje.

Btw wybaczcie jakość zdjęć – robione były “na szybko” telefonem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach: