Przepis na włoski weekend + wyniki konkursu

Miniony weekend spędziliśmy na północy Włoch. Powoli obrabiamy zdjęcia i filmy, przygotowujemy wpisy z tego wyjazdu. Tymczasem chcemy Was zachęcić do podobnego tripu pokazując, jakie proste jest jego zorganizowanie.

Lot

Podstawą wyjazdu jest lot. WizzAIR oferuje dwa ciekawe połączenia do Bergamo: z Katowic (WYLOT: sobota 7:10, LĄDOWANIE: wtorek 11:10) oraz z Modlina (WYLOT: piątek 18:25, LĄDOWANIE: poniedziałek 11:40). W obu przypadkach mamy do czynienia z nieco przedłużonym weekendem, a bilety w obie strony rzadko przekraczają 200-250 zł. W tej chwili najtańsza opcja z Katowic kosztuje 128 zł (maj), a z Modlina 220 zł (lipiec). Aktualne ceny znajdziecie na superlot.pl.

Cenę lotu możecie dodatkowo obniżyć zbierając punkty za codzienne zakupy. Punkty z kolei wymienicie na bilety WizzAIR. Przykładowe wyliczenia i szczegóły znajdziecie na naszej stronie: PierwszyLot.pl.

Auto

Wypożyczenie samochodu w Bergamo jest możliwe w okolicy 60 zł za dobę. Moim zdaniem to najwygodniejszy środek transportu w tym regionie. Daje pełną niezależność i masę frajdy. Nawet Fiat 500 idealnie sprawdza się na wąskich i krętych uliczkach. Temat wypożyczania samochodu poruszę lada dzień w osobnym wpisie. Przyjmijmy, że w ciągu 3 dni zrobimy 500 kilometrów, co przy cenie litra paliwa na poziomie 1,5€ i spalaniu 6l/100km daje 200 zł na paliwo + 180 za wypożyczenie.

Nocleg

AirBNB pozwoli Wam zamieszkać w okolicy Bergamo nawet za 135 zł za 4-osobowy apartament. Dodatkowo rejestrując się z naszego polecenia (tutaj) otrzymacie 90 zł zniżki. Za 3 noclegi dla 4 osób z wszystkimi opłatami serwisowymi zapłacicie nawet 440 zł. (minus ewentualna zniżka).

Ile to kosztuje?

Podsumowując – możecie spędzić pełne 3 dni w ramach przedłużonego włoskiego weekendu już za 333 zł (128 zł lot + 95 zł auto + 110 zł nocleg). Wyliczenia nie uwzględniają zniżek, o których pisałem wcześniej. Oczywiście przy założeniu, że lecicie w 4 osoby.

Rozwiązanie konkursu

Niedawno pytałem Was o to, co Waszym zdaniem może być największą przeszkodą w podróżowaniu na własną rękę?

Oczywiście najczęściej problemem są pieniądze. Warto zatem korzystać z opcji obniżania kosztów – my dzięki kuponom promocyjnym oraz zbieraniu punktów na karcie kredytowej możemy sobie pozwolić na kilka darmowych biletów lotniczych i noclegów w roku.

Ale pieniądze to nie jedyna przeszkoda. Oszczędzając kilkadziesiąt złotych miesięcznie można kilka razy w roku pozwolić sobie na taki wyjazd. Co poza tym? Poniżej 3 nagrodzone odpowiedzi:

Maciejo: Przeskodą może być tylko i wyłącznie strach przez nieznanym i chyba przede wszystkim – niedocenianie siebie!

Żabka: Moim zdaniem ta przeszkoda to “za rok” inaczej zwane “następnym razem “. Wciąż odkładamy nasze szalone pomysły na półkę, tłumacząc sobie i innym , że teraz nie jest na nie dobry czas, ale że “kiedyś, w przyszłości” to koniecznie i na 100%. I tak rok po roku mijają kolejne lata.

Nina z naszerodzinnepodroze: Najwieksza przeszkoda przed podrózowaniem na wlasna reke jest brak wiary we wlasne sily i strach, ze cos sie moze nie udac. Czesto podrózuje z moja juz przwie 5-letnia córka i bardzo czesto slysze: “Nie boisz sie?”. Ludzie boja sie tego czego nie znaja. Nie wierza, ze moga zorganizowac cos sami równie dobrze (czesto lepiej i taniej) jak biuro podrózy.

Autorów wyróżnionych odpowiedzi proszę o przesłanie adresu pocztowego na [email protected].

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach:

  1. Moje pierwsze wakacje z facetem odbyły się za pomocą znanego biura podróży. Nieświadomi, bez żadnej wiedzy podróżniczej stwierdziliśmy, że opcja all inclusive przy basenie na 6dniowych wakacjach to będzie super sprawa.. Każdy popełnia błędny, ale ten był taki, że po dwóch dniach stwierdziliśmy, że NIGDY więcej.. Zapłaciliśmy ok 5000zł (wspólnie) za picie marnych drinków przy basenach, jedząc na kolacje makarony z obiadu w zmodyfikowanej wersji.. i mogłabym tak wyliczać bez końca.. Oczywiście ten czas nie był stracony, bo w końcu wspólny, ale biurom podróży już podziękujemy ;)
    W tym momencie jesteśmy na etapie planowania już trzecich wakacji na własną rękę.. Współczuję tym, którzy nie wiedzą, co to za radocha kupić przewodnik, szperać w necie i planować, snuć i czekać z niecierpliwością.. :):):):)
    Na samym początku, gdy padł pomysł, żeby jechać i organizować wszystko na własną rękę, baliśmy się kwestii finansowych, czy nam starczy oszczędności, czy znajdziemy w miarę nocleg za “zdrową” sumę, czy nie będziemy głodować.. Okazało się, że nie jest źle ;) Jednak największą obawę miałam z porozumiewaniem. Poliglotami nie jesteśmy i uważamy, że gęsiami też nie ;) Był to duży szok, gdy z marnym angielskim, ze słownikiem i rozmówkami w kieszeni, gestykulacją i na migi porozumieliśmy się w najważniejszych kwestiach (nocleg, knajpy, zwiedzanie zabytków). A w tym roku jedyną obawą jaką mamy to to, czy corsa da radę ;)
    Chcieć to móc!!
    Udanych wojaży życzę :)