Nasza przygoda z serowarstwem

Jest kilka tematów kulinarnych, które fascynują nas nie tylko w warstwie konsumpcji, ale również procesu ich wytwarzania. Jednym z nich są sery. Nasza wizyta we włoskiej manufakturze sera zapadła nam mocno w pamięci. Magiczne miejsce z tysiącami serowych skarbów skrywanych w podziemnych bunkrach, zrobiło na nas ogromne wrażenie.

Od zawsze marzyłem o produkcji serów dojrzewających. Przez długi czas byłem przekonany, że wymaga to masy sprzętu, specjalistycznej wiedzy, domu na wsi i mnóstwa wolnego czasu. Okazuje się, że przy sporej dawce determinacji, sery można produkować nawet w mieszkaniu zlokalizowanym na krakowskim blokowisku.

Od sklepu sklep.serowar.pl otrzymaliśmy w prezencie zestaw elementów niezbędnych do przygotowania sera: kultury bakterii, podpuszczkę oraz chustę i formę serowarską. Sprzętowi poświęcimy osobny wpis, ale jeśli chcecie pójść w nasze ślady – koniecznie wyposażcie się w biblię w temacie serowarstwa: książkę “Domowy wyrób serów” autorstwa Ricki Carroll. Przed kolejnymi krokami warto ją przeczytać od deski do deski.

Domowy wyrob serow-w3.cdr

Na pierwszy ogień poszedł miękki ser queso fresco, popularny w Hiszpanii i kilku krajach obu Ameryk. Jest to ser gotowy do spożycia już po kilku godzinach od przygotowania. Kremowy, bardzo mleczny, fantastyczny w smaku.

Kolejne litry mleka przetworzyliśmy w prawdziwy ser szwajcarski, ale efekty poznamy za kilka miesięcy. Przygotowaliśmy dotychczas trzy sztuki: czystą, z pieprzem i orzechami włoskimi oraz z ziołami prowansalskimi. Wszystkie trzy codziennie myjemy solanką i obracamy. Za kilka tygodni pielęgnacja będzie mniej uciążliwa, ograniczymy ją do 1-2 kąpieli tygodniowo. W okolicy maja pokażemy Wam efekty :)

W najbliższych dniach możecie się spodziewać serii wpisów na temat serowarstwa, sprzętu, mleka i naszych dotychczasowych doświadczeń… Na obecną chwilę jesteśmy tematem bardzo zajawieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *