Prawdopodobnie najmłodszy Mors!…

…uściślając – Foczka, w Polsce, tego pokolenia (bo pewnie nasi przodkowie kąpali się tylko w zimnej wodzie ;-) )

To, że Sonia będzie morsować, było dla nas od chwili myślenia o powiększeniu rodziny – oczywiste. Już przed narodzinami Sonia morsowała. Nie bezpośrednio, rzecz jasna. Niemal cały sezon morsowałam będąc w ciąży. Sporo zdjęć, kilka praktycznych porad, jak morsować w ciąży znajdziecie TUTAJ.

1.04.2014 wielki dzień – na świat przychodzi Sonia. Od narodzin aż do teraz praktycznie cały czas zdrowa. Był pojedynczy incydent z lekkim katarem, jednak obeszło się bez jakichkolwiek leków. Śmiemy przypuszczać, że moje morsowanie w ciąży mogło pozytywnie wpłynąć na Sonii układ odpornościowy, dzięki czemu jej lekka infekcja nie przekształciła się w częste u dzieci zapalenie oskrzeli/płuc. Im bliżej sezonu 2014/2015 tym bardziej utwierdzaliśmy się nawzajem w fakcie, że chcemy, aby Sonia stała się morsem już tej zimy. Czekaliśmy na odpowiedni ku temu moment (wbrew pozorom jakiś rozsądek też mamy :p):

  • samopoczucie Sonii – okres wzmożonego ząbkowania odpada (dziecko może mieć słabszą odporność, może gorączkować etc)
  • pogoda – niska wilgotność, słońce, brak wiatru
  • nie w okresie około-szczepiennym (morsowanie przed szczepieniem, gdyby spowodowało jakąkolwiek infekcję u Sonii, musielibyśmy szczepienia przesunąć odpowiednio później, aż wyzdrowieje; morsowanie krótko po szczepieniu – gdyby Sonia źle zniosła szczepienie bądź morsowanie, nie wiedzielibyśmy co jest przyczyną jej złego samopoczucia)

Nadeszła wreszcie wielka chwila w życiu Sonii i naszym – pierwsze morsowanie 7-miesięcznej Sonii. Wszystko odpowiednio wcześniej przygotowaliśmy – kto, jak, kiedy przejmuje Małą. Jako przebieralnia posłużył nam bagażnik naszego kombiaka. Ręczniki, pielucha, ubranie naszykowane. Kąpiel przebiegła ekspresowo. Trzymając Sonię przytuloną przodem do siebie, zanurzyłyśmy się do około pasa Sonii (gdyby nie moja hmmm lekka panika, byłoby ciut głębiej). Kąpiel sońkowa trwała dosłownie sekundę. Zanurzenie, szybkie opatulenie ręcznikiem, którego Paweł trzymał tuż obok nas, przeniesienie Młodej do bagażnika, gdzie już kontrolę nad wszystkim przejął tatuś, a mamusia mogła jeszcze na chwilę wrócić do wody ;-) Po całym zabiegu osuszania, ubierania dziecka i matki, przejęłam Sonię i w spokoju, w samochodzie nakarmiłam. Wtedy też tatuś mógł morsować.

Reakcja Sonii na zimną wodę…
… a raczej jej brak ;-) Obawiałam się, że po zanurzeniu zacznie głośno płakać. A tu niespodzianka. Nie wiem, czy w ogóle choć trochę się skrzywiła. Przypuszczam, że skoro Sonia nie obawia się niczego, nie wie, że wypada się czegoś bać (np. morsowania), to będąc blisko matki, słysząc jej spokojny głos, czując rytmiczne, nie przyśpieszające bicie serca, oddech, to czuła także, że nic jej nie grozi. Tym samym, po chwilowym odczuciu zimna, nie czuła potrzeby zakomunikowania światu swojego lęku, bo go po prostu nie było :-)

Foto dzięki Betince – klubowej pani sekretarz-fotograf :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach:

  1. Super, teraz do przodu śmiało. Podglądając na necie wschodnie doświadczenia to nie ma się czego obawiać. Jak Sońka czuje bliskość rodziców to będzie dobrze, aby nie przegrzewać w domu, bo bydzie problem :)

  2. Super :) Zastanawiałam się z mężem, jak zacząć morsować z maleństwem. Czekam na kolejne artykuły. Świetnie się na Was patrzy.

  3. Brawo.Moja najmłodsza córcia zaczęła morsować jak miała 2 latka.Średnia zaczęła jak miała 4. A syn w wieku 7 lat.Wszyscy są zdrowi jak ryba.Kąpiemy się w Kołobrzeskim klubie morsów całą rodziną.Zarazilismy tą dyscypliną dziadków i znajomych.Dodam, że średnia chorowała na RZS a teraz po 2 latach kąpieli po chorobie nie ma śladu.