Karkonosze polsko – czeskie

Przed wyjazdem do Walencji sprawdziliśmy Sonii wytrzymałość samochodową. Wypadła całkiem nieźle, bo na 450 km (blisko 6h jazdy) zrobiliśmy dwa postoje, z czego jeden na karmienie Sonii i zmianę pieluchy, a drugi na zakup nieziemsko soczystych i słodkich truskawek. Około połowę drogi przespała, drugą połowę jakby trochę tępo patrzyła na oparcie samochodowe. Czasem spojrzała na mnie, szeroko uśmiechając się. Na zmianę klimatu, znacznie świeższe powietrze niż krakowskie – zdecydowanie nie narzekała. Marudzeniem komunikowała pełną pieluchę, głód i senność.

Świetnym miejscem na weekendowy odpoczynek są Karkonosze – bez względu na to, czy chcemy zrobić przepastnie długi i męczący szlak, czy też napawać się widokami i przesiadywać w dobrych knajpach. My całą sobotę spędziliśmy w Rokytnice nad Jizerou na spacerze po niezbyt wymagającym terenie – zdobywać szczyty z wózkiem mogłoby być ciężko, nawet Sońki wypaśną terenówką.

Obowiązkowe selfie na szlaku też było.

Trafiliśmy na pokaz odrestaurowanych samochodów, a w zasadzie na konkurencję, polegającą na utrzymaniu samochodu w dokładnie poziomej pozycji na drewnianym, ruchomym podeście.

Wracając do Polski, jeszcze po stronie czeskiej, napotkaliśmy krajobraz, którego nie omieszkaliśmy ominąć bez uwiecznienia. W miejscu postoju, napotkaliśmy rzecz genialną, mianowicie linę ciągnącą się wzdłuż całej tamy, po której można było zjechać za śmiesznie małe pieniądze (ok. 20zł/os.)! Ze względu na brak czasu tym razem nie skorzystaliśmy z okazji, jednak na pewno tam wrócimy. Chętni? :D

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Most na Łabie

ładowanie mapy - proszę czekać...

: 50.713295, 15.582133

Niedzielę spędziliśmy już w polskich Karkonoszach – w Szklarskiej Porębie. Głównym punktem wycieczki było zdobycie szczytu Wysoki Kamień. Chusta do niesienia Sońki okazała się niezastąpiona. Była to moja pierwsza poporodowa wędrówka górska oraz pierwszy zdobyty przez Sońkę i Zoltana szczyt. Wejście bystrym tempem zajęło nam około 35 minut. Miejscami pomocna męża dłoń okazała się niezastąpiona. Wiele osób na szlaku gratulowało nam odwagi (naprawdę zabranie 2-miesięczniaka na prosty do zdobycia szczyt to wyczyn?), znaczna większość dziwnie nam się przyglądała. W schronisku na szczycie, sympatyczna kobieta sprzedająca nam wodę zachwycona była Sonią, jednak powiedziała, że nie jest ona najmłodszym zdobywcą tego szczytu – kilka tygodni wcześniej był tam 5-tygodniowy szkrab :-)

Sponsorem akcji Aktywni Rodzice jest producent wózków dziecięcych marki X-Lander. Zgodnie z zasadami współpracy sponsor nie ingeruje w treść wpisów - przedstawiają one niezależne zdanie Odjechanych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach:

  1. To niesamowite, jak dzieci uspokajaja sie w aucie;) nasze dzieciaki w weekend 2 tygodnie temu przejechaly bez przystankow z Czestochowy do Zgorzelca, a teraz w piatek z Cze-wy do Poznania-tez bez przerwy;) jutro powrot- oby rownie bezproblemowy;)
    Wam zycze dalej spokojnej, w miare niemeczacej drogi! ;)

  2. Piękne fotki! Widzę że rośnie wam mały podróżnik  To świetnie, my naszego Kacperka też zabieramy gdzie się tylko da