Kawa za nocne najście, czyli jak poznaliśmy Cezarego

Pan Cezary, a w zasadzie Cesare Comani, to człowiek zasługujący na osobny wpis. Na blogu piszemy o podróżach, gotowaniu, morsowaniu, naszym życiu (nie)codziennym i innych głupstwach, które czasem ktoś przeczyta, jednak w zasadzie w ogóle jeszcze nie pisaliśmy o ludziach.

A było tak…

Podczas kilkudniowego pobytu we Włoszech w Comabbio, związanego ze skokiem bungee, tułaliśmy się trochę spacerowo, trochę rowerowo, trochę samochodowo. Jednego wieczora, wybierając się na spacer zwiedzić okolicę przymieszkalną, późną już porą zaszliśmy na czyjąś posesję (po ciemku tego nie zauważyliśmy). Przechodząc do prywatnego ogrodu, prywatności tej nadal nieświadomi, wyszedł Pan sympatyczny, pytając czy nie zbłądziliśmy. Na co zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że bezwiednie wkroczyliśmy na jego terytorium, że my Polacy, że bungee, że kilka dni, że ładna okolica. Pan bardzo się ucieszył, że my nie tutejsi, bo chętnie zaczął nam opowiadać o sobie, o Włochach i Włoszech, o pracy i bezrobociu etc. Po czym stwierdza, że zawędrowaliśmy na teren restauracji Cesarino (nad którą rodzina pana Cezarego mieszka), że już w prawdzie zamknięte, ale chętnie nam zrobi dobrej, włoskiej kawy. Na co odpowiadamy, że chętnie kawy spróbujemy, ale dnia następnego, gdyż aktualnie eurogrosza przy sobie żadnego nie mamy. Pan Cezary przerywa nam wywód o braku portfela przy sobie, stwierdzając, że to przecież on zaprasza nas na kawę, więc nie płacimy.

Weszliśmy do środka ogromnej i przestronnej restauracji. Po drodze do części barowej pan Cezary pokazuje nam zdjęcia na ścianach, opowiadając o międzynarodowych konkursach i wyprawach kulinarnych oraz o tradycji rodzinnej w prowadzeniu kuchni. Kolejny punkt to kawa. Nie cierpiałam czystego espresso, do czasu aż pan Cezary przyrządził nam swoją kawę. Małą, czarną, mocną i ogromnie aromatyczną. Pyszną! Od tego dnia zdarza się, że (rzadko, bo rzadko, ale jednak!) wypijam espresso bez mleka i cukru. Później przez dłuższą chwilę opowiadał nam o swoim ojcu i dziadku, który założył restaurację, o winach, z których część ma kilkadziesiąt lat i o tym, jak codziennie wstaje kilka godzin przed otwarciem restauracji, aby np. obrobić świeże ryby. Posiedzieliśmy około godziny, po czym powiedzieliśmy sobie “do jutra” umawiając się na lunch.

Następnego dnia przywitał nas równie miło, podając kawę i wino (wcześniej opowiedział nam o kilku propozycjach obiadowych, abyśmy bardziej świadomie wybrali wino). Zamówiliśmy talerz z szynką i serem (bo “mądrze” chwilę wcześniej objedliśmy się w domu zapasami, które poczyniliśmy w Lidlu…). W przeciwieństwie do większości tego typu przystawek, pan Cezar podszedł do nas ze stolikiem na kółkach z gigantyczną podsuszaną nogą wieprzową i serami. Przy nas kroił szynkę na cieniutkie plasterki. Do tego świeżo krojone inne szynki i salami. Z serami było podobnie – każdy inny o niespotykanym smaku, a wino jakie nam doradził, było dopełnieniem smaku. “Niebo w gębie” to naprawdę za mało powiedziane…

Jak to pan Cezary, znów poopowiadał nam co nieco o swojej historii. Niestety również tej przykrej, a mianowicie, że z roku na rok coraz słabiej z biznesem. Tego dnia gdy byliśmy restauracja obchodziła urodziny, jednak na tamtą chwilę byliśmy jego jedynymi klientami… Słaba reklama i brak porządnej strony internetowej niestety zrobił swoje. Tym bardziej pan Cezary zasługuje na ogromne uznanie, gdyż wszystko, co przyrządza jest niesamowicie świeże i pyszne.

W końcu, gdy pan Cezary przeszedł na odbiór, powiedzieliśmy mu, że szukamy we Włoszech ciekawego miejsca, jak wędzarni szynek, czy serowni. Długo się nie zastanawiając, zaproponował nam, że z samego rana dnia następnego zadzwoni do znajomego, który jest właścicielem piwnicy z olbrzymimi pokładami sera i od razu zadzwoni do nas, jak tylko uda się owe spotkanie nagrać. I tak oto z rana pojechaliśmy wraz z panem Cezarym do Luigi Guffanti 1876, o którym Paweł napisał tutaj. Aha, co do rachunku za lunch – podliczył nas, dając nam sporą zniżkę…

Dzięki panu Cezarowi zaczęłam inaczej patrzeć na Włochów, którzy wydawali się dotychczas narodem osowiałym, niedostępnym, samowystarczalnym. Pomijając pochodzenie – pierwszy raz spotkaliśmy tak ogromnie życzliwego, rozgadanego i do pomocy chętnego człowieka.
Strona internetowa restauracji Cesarino: http://www.ristorantecesarino.com/.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach: