Dzika Soroa

7km od autostrady (kierowca chciał nam wmówić, że 25km), w tropikalnym lesie, leży nieskażony turystycznym komercjalizmem rezerwat biosfery, wpisany na listę UNESCO – Soroa. Słynie z ogrodów orchidei (700 odmian gatunków) – wstęp płatny, przewodnik w cenie.

Główną atrakcją Soroa jest jednak spacer po dziko porośniętym terenie. Opłata 3CUC za wejście na szlak, wędrówka ~30 min (wygodne obuwie wskazane), kończąca się wodospadem. Jedno stoisko z panem sprzedającym wiele tutejszych owoców, gdzie można dostać np. drinka z rumem w kokosie (samemu przyrządzonego), garść lokalnych cytrusów i obranego kokosa z miodem, wszystko za 1CUC.

Z założenia większości turystów – wodospad się podziwia i fotografuje. My jednak wraz z Asią, po kokosie z wkładką, zmierzyłyśmy się z nim w kontakcie bezpośrednim. Woda pod wodospadem jest stojąca, zatem skały w niej mają zielony i nieprzyjemnie obślizgły nalot. Dodatkowo plotki wycieczkowe mówiły, że w wodzie znajdują się maleńkie żyjątka przenikające do układu moczowego (prawdopodobnie nie miało to w naszym przypadku miejsca, zakładając, że skutki są odczuwalne od razu). Zaprawione w boju, przebrnęłyśmy przez wszystkie skały zanurzone w wodzie, aż udało nam się dotrzeć pod sam wodospad. Ze zdjęć z tego miejsca jesteśmy szalenie zadowolone :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach: