Życie w Hawanie

Stare amerykańskie samochody, pękające mury nigdy nieremontowanych kamienic, setki przewodów elektrycznych przy klatkach schodowych, o niespotykanym uroku uliczki, kraty w drzwiach, za którymi widać standard życia, leniwie wylegujące się na drodze psy, mnóstwo knajp “Hemingway tu był/mohito pił/wenę miał/coś napisał”.

W Hawanie łącznie spędziliśmy około 5 dni. Mimo, że jest to dość mało, zdążyliśmy poczuć klimat miasta.

Mieszaliśmy na północy Hawany, zatem do Zatoki Meksykańskiej mieliśmy kilka minut pieszo. Warto przejść się wzdłuż ulicy Malecon, gdzie kwitnie leniwe życie, a widoki są zjawiskowe. Przezroczysta woda z kolorowym dnem w ciągu dnia, zaś wieczorem genialnie odbijające się z miasta światło. Zarówno mieszkańcy, jak i turyści przesiadują tu godzinami na murku, pijąc, śpiewając, czytając, randkując. Mieliśmy także okazję podziwiać rozbijające się fale, które uderzając o wysoki beton, przelewają się zarówno na chodnik, jak i jezdnię.

W centrum Hawany życie płynie szybciej. Mieszkańcy śpieszą się do pracy, szkoły. Długie kolejki do sklepów, budek, stoisk na bazarach, autobusów, banków.

Sprzedaż kawy, lodów etc często ma miejsce w prywatnym domu, z którego na ulicę usytuowane jest okno z kratą, jako lada. Sklep mięsny był bardziej rozbudowany. Lada rozciągała się prawie przez całą długość ściany, z rozłożonym na niej mięsem (bez żadych zabezpieczeń w postaci przynajmniej szyby, o lodówkach nie wspominając). Każdy przechodzeń mógł świeżą wieprzowinę powąchać, dotknąć, kichnąć na nią…

Mieszkańcy (na całej Kubie) są szalenie sympatyczni i pomocni. Dużo osób zagadywało do nas (czasem nawet po angielsku) opowiadając swe historie życiowe; skarżąc się na ustrój polityczny państwa, na brak perspektyw, na biedę. Jednak pomimo niskiego standardu życia, są ogromnie pozytywni, radośni. Chętnie pozowali nam do zdjęć, chcąc je później tylko zobaczyć. Zbyt wielu naciągaczy nie doświadczyliśmy. Raz się zdarzyło, że sprzedawca chciał nam wmówić, że ceny są w wyższej walucie, ale odwrotna sytuacja, gdy chcieliśmy płacić w droższej, a kasjer chciał znacznie mniej, też miała miejsce.

Przy starówce przy Capitolio, jest mnóstwo taksówek, których kierowcy bywają dość uciążliwi, nagminnie proponując transport. Decydując się na taki przejazd, należy się bardzo targować, gdyż ceny podawane przez taksówkarzy bywają przesadnie zawyżone (przejazd z centrum Hawany na zachodnią jej część: z 15CUC znegocjowaliśmy do 6CUC). Niewątpliwie dobrym sposobem na zwiedzenie całej Hawany, jest skorzystanie z linii autobusowej (pierwszy przystanek przy Central Park), przeznaczonej tylko dla turystów – HabanaBusTour. Zgodnie z rozkładem, jeżdzą co pół godziny, co w rzeczywistości odzwierciedlenia nie znajduje. Trasa jest rozbudowana, zawiera wszystkie ważniejsze turystycznie punkty Hawany. Za 5CUC kupujemy bilet całodniowy; wsiadamy i wysiadamy gdzie i na jak długo chcemy.

Warto zobaczyć:

  • Plac Rewolucji
  • Capitolio, stara Hawana
  • Museo de la Revolution + Granma
  • Cementerio de Colon – jedna z największych nekropolii świata – 2mln grobów (opłata 5CUC/os do negocjacji ;) )
  • Parque Coppelia (Ice Cream Park, gdzie zawsze jest gigantyczna kolejna dla Kubańczyków [płatność w CUP] i osobna budka dla turystów [płatność w CUC], ochroniarze pilnują, aby turysta nie wmieszał się do “tańszej” kolejki)
  • Hotel Habana Libre (Do hotelu należy wejść “na pewniaka”, jako gość hotelowy – kierując się prosto do windy, aby uniknąć opłaty kilku CUC. Na 20 piętrze znajduje się długi, jednak dość wąski [ok 0,5m] balkon z balustradą, z którego rozciąga się obłędna panorama na całą Hawanę. Na 25 piętrze jest knajpa, z której widoki podziwiać można jedynie zza szyby. Btw w hotelu można wynająć apartament prezydencki [za czasów świetności Castro – jego główna kwatera] koszt jedynie 1350 USD/noc).

Zapraszamy do oglądania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o komentarzach: